sobota, 19 stycznia 2013

One-shot Sasuke i Naruto


"Niezapomniany" cz.2
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
          Choć powolnie zbliżał się koniec wiosny, a letnia temperatura coraz częściej dawała mi się we znaki, dzisiejszy dzień był wyjątkowo chłodny i pochmurny. Od samego ranka za oknami rozciągała się charakterystyczna szarówkarzucająca na budynki nieprzyjemny półcień. Gdyby tylko zaczął jeszcze padać deszcz, to pogoda idealnie odzwierciedlałaby mój nastrój. Właśnie tak się czułem - jakby kawałek mojego serca został wydarty i zastąpiła go bryła lodu, która od wewnątrz zamrażała moje wszelkie, pozytywne odczucia. Pozostały mi tylko negatywne emocje - strach, ból, tęsknota, ale przede wszystkim poczucie straty, towarzyszącej wyrzutom sumienia. Pustka przez nie wytworzona jest tak ogromna, iż czasami miewam wrażenie, że już nawet nie ma we mnie duszy. Przypominam wrak statku, który bezwładnie opadł na dno oceanu i nie ma nikogo, kto by mnie z niego wyciągnął. Właśnie tak czuje się człowiek, tracący sens swojego istnienia. Kiedy przyjrzymy mu się z bliska wygląda na normalną, zadbaną osobę w wyprasowanych ubraniach, z ułożoną fryzurą i zapachem perfum. Lecz, gdy zajrzymy w głębie jego oczu dostrzeżemy, że są one wypełnione obojętnością. Nie spoglądają na nikogo i na nic z czułością, a wszelkie czynności wykonują z przyzwyczajenia bądź obowiązku. Nie przykładają do niczego wartości, ponieważ ich dusze już umarły, a jedynie ciała pozostały żywe. Właśnie kogoś takiego widzę w lustrze - chłopaka, który nie ma już ochoty, aby oddychać.
          Dziś pierwszy raz od dłuższego czasu wyszedłem z domu. Ubrałem czarną marynarkę, koszulę, spodnie oraz buty w tym samym kolorze. Uczesałem włosy i przez wiele minut starałem się doprowadzić do porządku, gdyż moje zimne, zmęczone oczy okalały sine półksiężyce, a zapadnięte policzki zdobiły strugi łez. W tym jednym dniu chciałem prezentować się należycie. Nie po to, by zrobić na kimś wrażenie, ale po to, by z szacunkiem uczcić pamięć jedynej osoby, którą szczerze kochałem, kocham i będę kochał dalej.
          Większość ludzi tuż po pogrzebie rozchodzi się do domów lub wraz z najbliższą rodziną udaje się w ustalone miejsce, aby wspominać zmarłego. Poważnie odstaję od tej tradycji, ponieważ uroczystość zakończyła się już trzy godziny wcześniej, a ja dalej siedzę na drewnianej ławce, otoczony przez setki grobów, płaczące wierzby oraz krzewy. Dzięki temu, że cmentarz jest oddalony od centrum miasta, do moich uszu nie dochodziły żadne inne odgłosy oprócz wycia wiatru i cichych głosów nielicznych ptaków. Byłem zupełnie sam. Nikt i nic mnie nie rozpraszało, tak więc skupiałem całą swoją uwagę na nowym grobie, położonym naprzeciwko mnie. Na czarnej tabliczce, tymczasowo ustawionej zamiast marmurowego pomnika, znajdowały się wyrzeźbione, złote litery układające się w dwa wyrazy: "Uzumaki Naruto". Resztę słów zasłaniały dziesiątki bukietów kwiatów oraz zapalone znicze, ułożone na świeżo zakopanym dole. 
*******

          Krople deszczu rozbijały się o szpitalne szyby sali numer 22. Przez to, że zbliżał się zmierzch w pokoju panował gęsty półmrok, który rozpraszała jedynie elektryczna lampka ustawiona na nocnym stoliku. Jej ciepłe, pomarańczowe światło rzucało blask na łóżko, w którym leżałem wraz z wtulonym we mnie blondynem. Czule obejmowałem jego drżące, osłabione ciało, a on oparł głowę na mojej klatce piersiowej. Uwielbiał wsłuchiwać się w rytm mojego serca i choć biło przerażającym, niespokojnym rytmem, Naruto rozkoszował się tym niepowtarzalnym dźwiękiem. Od czasu do czasu wyczuwałem krople łez, skapującym z jego oczu podobnie, jak z moich - mokre strugi toczyły się po policzkach, spadając na śnieżnobiałą pościel.
          Kilka minut wcześniej jego stan raptownie się pogorszył. Oddechy z każdą chwilą stawały się płytsze, serce spowalniało i ciągle opuszczały go siły. Z przerażeniem delikatnie ściskał moją dłoń, łkając ze strachu. Obaj wiedzieliśmy, co się za chwilę wydarzy, dlatego odczuwaliśmy tą samą niemoc, to samo cierpienie. Za wszelką cenę starałem się uspokoić nerwy, aby zbędnie nie martwić Naruto, lecz moje dłonie mimowolnie drżały, a łzy wypływały z oczu. Obiecałem mu, że będę przy nim w jego ostatnich sekundach życia. Przysiągłem, iż pomogę mu przejść przez śmierć i choćby miało mi to przysporzyć cierpienia na resztę lat, za wszelką cenę musiałem mu pomóc. Nie dlatego, że złożyłem mu obietnice. Nie dlatego, że nie łamałem słowa. Chciałem to zrobić, bo jego szczęście liczyło się dla mnie bardziej niż własne.  Moja miłość do niego była silniejsza niż ból, który z nim dzieliłem.
          Trwaliśmy w zupełnym milczeniu, dlatego też od razu usłyszałem zmianę jego oddechu - stał się szybszy, jakby walczył o każdą kolejną porcję tlenu.
          - Naruto, co się dzieję? - spytałem, mocniej otulając ramionami jego sylwetkę. 
          - Słabnę... - wyszeptał niemal niedosłyszalnie. - Ja...zaraz...
          Przycisnąłem jego głowę do swojej klatki piersiowej. Nie byłem jeszcze gotowy na pożegnanie, jednakże zdawałem sobie sprawę, że Naruto jest zmęczony. Nie chciałem zmuszać go do dłuższej bitwy o powietrze, dlatego mocno wtuliłem się w jego ciało i odparłem:
          - Rozumiem. Spokojnie, kochanie. Zamknij już oczy.
          Blondyn posłusznie wykonał moje polecenie.
          - Wyobraź sobie, że...że siedzisz... na huśtawce... - ciągnąłem z trudem, co chwilę przerywając, ponieważ łzy skutecznie tamowały potok słów. - A ja...huśtam cię coraz wyżej i wyżej. Czujesz...na twarzy powiew wiatru...Z góry...budynki są coraz mniejsze...a ty sięgasz wyżej. Coraz wyżej, aż do...gwiazd.
          Nagle ręka Naruto przestała uciskać moją dłoń. Jego oddech stał się niewyczuwalny, a serce się zatrzymało, o czym świadczył piskliwy dźwięk aparatury. 
          - Nie...nie...nie - szeptałem, potrząsając w panice jego ciałem. - Nie...skarbie...nie...Nie zostawiaj mnie...
          Z przerażeniem przyglądałem się jego twarzy, ułożonej na mojej piersi - zamkniętym oczom, nie poruszającym się ustom. Nie mogłem uwierzyć, że ostatni raz widziałem blask jego tęczówek. Wierzyłem, że za chwilę rozchyli powieki, że usłyszę jego głos. Jednakże nic takiego nie nadchodziło. Trzymałem w ramionach jego martwe, bezwładne ciało. 
          Kiedy ocknąłem się z szoku, z całej siły przytuliłem się do sylwetki Naruto, płacząc najgłośniej i najrzewniej w życiu, a z mojego gardła wydobył się straszliwy krzyk, który przeszył cały szpital.
*******
          Na to wspomnienie gwałtownie zamknąłem oczy, a moje ciało przeszył silny dreszcz. Kiedy uniosłem powieki, po moim prawym policzku potoczyła się samotna łza. Ponownie spojrzałem na stos kwiatów, wśród których zauważyłem bukiet białych róż - ulubionych roślin blondyna. 
          - Wiesz - powiedziałem. - Przypominasz mi te róże, Naruto. Są tak samo piękne, czyste i niewinne, jak ty. 
          Wyciągnąłem z pod koszuli niebieski kryształ górski, który był medalikiem łańcuszka, zdobiącego moją szyję. Niegdyś należał do mojego kochanka, lecz podarował mi go kilka dni przed swoją śmiercią. Pragnął, abym oprócz zdjęć miał zawsze przy sobie coś, co będzie sprawiać, że będę czuł jego obecność. Ten naszyjnik, będący dla Naruto jedyną pamiątką po jego zmarłych rodzicach był przesiąknięty jego niepowtarzalnym, różanym zapachem.
          Ułożyłem na rozpostartej dłoni szlachetny kamień, którego kolor tak bardzo przypominał mi jego błękitne tęczówki. Wpatrywałem się w niego, niczym zaczarowany. Nawet nie zauważyłem, kiedy moje powieki wypuściły kolejne fale łez. Duże krople skapywały z podbródka, prosto na kryształ. Od kiedy utraciłem Naruto każde wspomnienie, każda rzecz, która mi go przypominała doprowadzała mnie do płaczu. Nigdy wcześniej tak często nie roniłem łez, lecz czy jest w tym coś złego? Płacz nie świadczy o ludzkiej bezsilności, lecz o tym, że mamy uczucia. Nawet te złe świadczą o naszym człowieczeństwie. 
          Odgłos mojego szlochu niósł się po całym cmentarzu, aż nagle poczułem na swoim ramieniu delikatny, troskliwy dotyk. Wzdrygnąłem się gwałtownie i w pośpiechu zacząłem osuszać policzki rękawem marynarki. Nie musiałem odwracać wzroku, aby wiedzieć do kogo należy zagadkowa ręka. Znałem jej właściciela niemal na pamięć.
          - Myślałem, że pojechałeś już do domu, Itachi - burknąłem zirytowany. - Przestraszyłeś mnie.
          Dopiero teraz obróciłem głowę w jego stronę. Mój starszy brat obdarzył mnie czułym spojrzeniem ciemnych oczu. Jego rozpuszczone, długie włosy rozwiewał wiatr, a poły rozpiętego, czarnego płaszcza głośno szumiały. 
          - Przepraszam - odparł. - Byłem pewny, że mnie usłyszysz.
          Westchnąłem głęboko. Nie miałem ochoty się z nim sprzeczać, dlatego puściłem to zdanie mimo uszu i spytałem.
          - Właściwie dlaczego zostałeś? Od razu po pogrzebie miałeś wrócić do mieszkania.
          - Faktycznie chciałem tak zrobić, ale pomyślałem, że zostanę. Przez cały ten czas siedziałem w samochodzie i czekałem na ciebie. 
          - Na mnie? - Uniosłem brew. - Po cholerę.
          - Stwierdziłem, że wrócimy razem.
          - Nie potrzebuję niańki - warknąłem.
          - Nie, nie potrzebujesz - Usiadł obok mnie na ławce, po czym spojrzał głęboko w moje oczy. - Ale potrzebujesz teraz przyjaciela. Oprócz bycia twoim bratem, jestem przede wszystkim twoim przyjacielem, Sasuke. 
          Opuściłem głowę i wbiłem puste spojrzenie w wyznaczony punkt na ziemi. Od czasu śmierci Naruto z nikim nie zamieniłem ani jednego słowa. Zamknąłem się na klucz w swoim pokoju. Pragnąłem być zupełnie sam. Teraz zrozumiałem, jak bardzo brakowało mi obecności Itachi'ego. Choć jest najbardziej denerwującym starszym bratem na świecie to jednak, jako jedyny zawsze mnie wspierał. Opiekował się mną i akceptował takim, jakim jestem. Nie próbował mnie zmienić i jako jeden z nielicznych uszanował mój związek z Naruto. Nawet, kiedy ich sobie przedstawiłem bardzo go polubił. Choć rodzeństwo często potrafi być nieznośne, to jednak życie bez brata czy siostry traci swój urok. Z nim mogłem szczerze porozmawiać o swoich uczuciach i nie musiałem się obawiać wyśmiania. Szkoda, że aby zrozumieć tak proste rzeczy musiałem utracić coś, co było mi drogie. Dopiero teraz zacząłem dostrzegać tak drobne sprawy. 
          - Przykro mi, Sasuke - odezwał się po dłuższej chwili. - Tak młode osoby nie powinny umierać. Wiesz, bardzo go lubiłem. Miał ciężką przeszłość, a mimo tego cieszył się każdym dniem. Chciałbym mieć kiedykolwiek tyle radości, ile on miał w sobie. 
          - Chyba jako jedyny to dostrzegasz - odparłem ponuro.
          - Co masz na myśli?
          - A jak sądzisz?! - Rzuciłem mu upiorne spojrzenie. - Wszyscy pomiatali zarówno nim, jak i mną tylko dlatego, że mieliśmy tą samą płeć i się w sobie zakochaliśmy! A dzisiaj ci wszyscy skurwiele przyszli na jego pogrzeb, rozumiesz?! Ci, którzy nas wyzywali, ci którzy życzyli nam śmierci! Całe pieprzone liceum się tu zjawiło! A czy był w nim ktokolwiek, kto widział w nas ludzi, a nie pedałów?! Nawet nasi rodzice go nienawidzili!
          Kiedy skończyłem wylewać swoje żale, a z mojej twarzy zniknął wyraz wściekłości, Itachi troskliwie otulił mnie ramionami. Choć początkowo byłem zaskoczony jego gestem, sam wcisnąłem twarz w jego klatkę piersiową. Mój brat czule głaskał moje czarne włosy, pozwalając mi się uspokoić w swoich objęciach.
          - Sasuke - szepnął. - Posłuchaj mnie teraz uważnie. Nie ważne jest to, że ludzie was nie akceptowali. Najważniejsze jest to, że się naprawdę kochaliście, bo czy w miłości płeć ma jakiekolwiek znaczenie? Mimo ciągłych szyderstw, wyzwisk zostaliście ze sobą aż do końca. Pomogłeś mu przejść przez śmierć, a to prawdziwa oznaka szczerości twoich uczuć. Jeśli byś go nie kochał, a wasz związek byłby tylko jakimś przejściowym romansem, to z pewnością rozeszlibyście się pod naporem kolegów ze szkoły czy naszych rodziców. Nie zrobiliście tego.
          - Bo się kochaliśmy - odparłem drżącym głosem. - A ja kocham go dalej.
          - On ciebie też. Jestem tego pewny. Może właśnie w tej chwili stoi obok nas, a może sam cię przytula? Kto wie...Jednak jedno jest pewne - za jakiś czas się spotkacie.
          - Na razie muszę spełnić obietnicę, którą mu dałem. Będę się uśmiechał, kochał i na zawsze o nim pamiętał.
*******
          Kiedy wracaliśmy samochodem w stronę naszego domu, o szyby auta zaczęły uderzać krople deszczu. O tej samej godzinie, przy takiej samej pogodzie utraciłem człowieka, którego kochałem. Chłopaka, który zmienił mnie i moje życie. Byłem nierozważny. Nie potrafiłem darzyć ludzi uczuciami, a po odejściu Naruto nie doceniałem własnego życia, będącego największym darem, jaki otrzymaliśmy. Nie rozumiałem słów mojego partnera. Nie miałem pojęcia, jak po jego śmierci mógłbym być radosny i zakochać się ponownie. Teraz już rozumiem. Ci, których kochamy na zawsze pozostają przy nas. Pragną naszego szczęścia i będą nas wspierać tak, jak Naruto wspierał mnie. Obserwują nas, towarzyszą, ochraniają. Wystarczy tylko raz poczuć smak miłości, aby to zauważyć.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No to kochani, oddaję w Wasze ręce drugą część "Niezapomnianego". Przyznam się szczerze, że bardzo opornie szło mi pisanie dzisiejszej notki. Nie wiem dlaczego, ale mam co do niej duże wątpliwości. Tak więc z niecierpliwością czekam na Wasze opinie. 

Za tydzień zaczynają się moje ferie zimowe, dlatego też niebawem pojawią się kolejne rozdziały "Serca mroku":)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~